sobota, 21 września 2013

opowiadanie - I rozdział

Komentujcie jeśli się podobało i chcecie dalszych części opowiadania :)

rRozdział I
                 Halo? - z słuchawki dał się słyszeć łagodny, zachrypnięty głos starszej osoby tak znany mi z czasów dzieciństwa.
-Cześć dziadku! - zawołałam miłym, przyjaznym głosem, który w ogóle nie pasował do sytuacji, bo dzwoniłam w dość nieprzyjemnej sprawie. Już miałam wyrzuty sumienia.
- Oh, to ty Samanto! Dawno z tobą nie rozmawiałem! Powiedz mi, co u ciebie? - w jego głosie słychać było lekką obawę, w końcu od tak dawna nie dawałam znaku życia, a teraz jakby nigdy nic dzwonię do niego. To mogło się wydawać podejrzane. I było.
- Nic takiego, wiesz, niedługo wakacje... - prawdę mówiąc, po tak długim rozstaniu nie miałam z dziadkiem o czym rozmawiać. Chyba że o pogodzie.
- No tak. Masz wakacje. Może... - chwilę się zastanawiał - ...może chcesz do mnie kiedyś przyjechać? - To było jak cios w żołądek. Tego najbardziej się obawiałam. Wiadomo było, że mama mi nie pozwoli. Do tego, kiedy dziadek usłyszy co miał usłyszeć, na pewno cofnie się z tym postanowieniem.
- No, w sumie czemu nie? - dodałam niepewnie, ale nie powinnam łudzić dziadka. I tak wiedziałam że nikt mi na to nie pozwoli. Ale musiałam go pokrzepić, przecież był taki samotny od śmierci taty.
- No to zapraszam serdecznie! - w jego głosie słychać było uśmiech. Tak, widziałam go już jak się uśmiecha. Miał najbardziej promienisty uśmiech jaki widziałam, chyba nigdy nie widziałam go zasmuconego, zawsze sobie ze wszystkim radził. W przeciwieństwie do mnie.
- Tak dziadku, ale jak tam u ciebie? - Musiałam zmienić temat. W końcu nie po to dzwoniłam...
- Oh, dobrze, dobrze. Ale wszystkiego się dowiesz, jak do mnie przyjedziesz. - I znów ta niezręczna zmiana tematu. A przecież nie chciałam i nie mogłam go zasmucać. W końcu zaraz dowie się czegoś znacznie gorszego, niż to że nie mogę przyjechać.
- No, może przyjadę. Ale, dziadku... Dzwonię, żeby się zapytać, czy przyjedziesz na ślub mamy i Colina... - czułam się niezręcznie, bo po drugiej stronie słuchawki zapadła martwa cisza.
- CO?! To oni biorą ślub?! - nagle odezwał się cichym, ociekającym ze wściekłości głosem. Nie dziwiłam mu się zresztą, bo ja również nienawidziłam Colina.
- Przepraszam, że to ja dzwonię, ale mi kazali. - powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Kazali to mało powiedziane, zmusili. Bo nawet ja nie chciałam przyjąć faktu o ich ślubie do świadomości, a co dopiero dziadek.
- Moja kochana wnuczko. - Jego głos, nieco zniekształcony przez telefon, był miękki jak poduszka i czuły w stosunku do mnie. Po chwili jednak się zmienił na naszpikowany gwoździami, bo dziadek znów zaczął mówić o Colinie, mamie i ich ślubie. - Jeśli naprawdę chcą, abym przyjechał, niech sami dzwonią, albo łaskawie wyślą mi zaproszenie pocztą. Zaproszeń od osób trzecich nie przyjmuję. - zaśmiał się ironicznym śmiechem.
- Proszę cię, nie każ mi z nim rozmawiać! Myślisz, że ja go lubię? Nienawidzę go tak samo jak ty! - powiedziałam trochę za ostro, ale nie potrafiłam inaczej mówić o Colinie.
- Wiesz Samanto, ja lepiej nie przyjadę. To już nie jest moja rodzina, zostałaś mi tylko ty. - powiedział pustym, wypranym z emocji głosem. Chyba ta rozmowa zaczęła go męczyć. Mnie zresztą też.
- Rozumiem, dziadku. Moja chyba też nie. Do widzenia. - I rozłączyłam się.
            Tak bardzo tęskniłam za tatą. I za mamą... Za tą ciepłą, kochaną mamą, którą kiedyś była. Nie za "Paulą", narzeczoną Colina. Suchą i sztuczną... To nie była ona. Kiedy mój tato żył, moja mama była inna. Lecz potem... Cóż, łzy wymyły z niej uczucia.
            Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Telefon z policji. Mój ojciec nie żyje... Zginął pod kołami ciężarówki. Kierowca był pijany, mój tato wracał z wyjazdu służbowego. Policjant mówił to tak spokojnie, jakby nic się nie stało. Ale to była jego praca, spotykał się ze śmiercią co chwilę. Pamiętam, jak nie mogłam płakać. Nie mogłam uwierzyć. Myślałam, że to sen... Miałam złudną nadzieję, że ktoś przyjdzie do mnie i powie: "To tylko twoje wymysły, nic się nie stało. Twój tato siedzi w domu i ogląda telewizję". Ale oczywiście, nic takiego się nie stało. A potem, na pogrzebie... Widziałam świat jak przez rozbite szkło. Nic nie miało sensu. A potem... Cóż, nie było potem. Kilka miesięcy pogrążona w otchłani rozpaczy. Ciemność. Nic nie miało znaczenia... Nie umiałam wstać.
            Gdy wreszcie wyszłam z depresji, świat się zmienił. Moja mama wkrótce znalazła Colina. Moje "przyjaciółki" znalazły inne towarzystwo, a mnie opuściły. Zostałam praktyczne sama. Bałam się ponownego odrzucenia, więc nie wychodziłam naprzeciw ludziom. Nie miałam co robić, całymi dniami leżałam w łóżku i albo płakałam, albo patrzyłam się bezmyślnie w sufit. Później, gdy zrobiło się nieco zimniej zaczęłam oglądać ogień w kominku. Języki ognia trzaskające pożerające powoli drewno, zmieniające go w czarny węgiel. Cudowny, straszny żywioł. Śmierć i życie... Całymi dniami przesiadywałam patrząc się w to piękne i niebezpieczne zjawisko. Nie miałam nic innego, bo bałam się komputerów, książek, gazet... Tam byli ludzie, ludzkie relacje były mi tak obce jak gwiazdy na niebie. Nie chciałam ich poznawać. Po jakimś czasie poznałam nowy sposób spędzania czasu. Była jesień i nieustające deszcze szalały nad miastem. Kochałam deszcz, był jak zasłona pod którą można było skryć się od ludzi. Uwielbiałam oglądać krople deszczu spływające po szybie. Nieposkromiony żywioł, którego nawet ludzie nie potrafili powstrzymać. Był ponad miarę ludzkiej cywilizacji. Był życiem. Życie w małej kropelce. To było naprawdę piękne i dzikie. Takie nie tylko ludzkie, ale dla wszystkich stworzeń tego świata. Ale nawet deszcz nie potrafił wywabić mnie z domu, bo wiedziałam że za każdym zakrętem kryje się jakiś człowiek. Byłam jak w klatce, wokół której krążyły żądne krwi drapieżniki.
            Lecz nareszcie nadeszła zima. Świat umarł. Wszystko znikło pod białą pierzyną śnieżnego puchu. Wszędzie biało, żadnych oznak życia... Ludzie chowali się w ciepłych mieszkaniach, a ja zaczęłam z niego wychodzić coraz śmielej. Pokochałam spacery w mroźne dni, kochałam mróz szczypiący mój nos i palce. Zimno przypominało mi, że nikt nie odważy się wyjść do mnie. Chłód stał się moim sprzymierzeńcem. Był jak tarcza chroniąca mnie przed ludźmi. Chodziłam na łąki rozpościerające się za moim domem.  Zrozumiałam, że dom był klatką, a ja mogę stawić czoło światu. Teraz w domu czaiły się drapieżniki w postaci Colina i mojej niekochającej mamy. W domu nie było mnie praktycznie w ogóle. Wciąż się wymykałam i chodziłam... Bez celu, a jednak z celem. Po prostu, zagłębiałam się w dzikim świecie bez ludzi. Wyruszając wciąż tą samą drogą, próbowałam znaleźć sens siebie samej. By odnaleźć jakieś pokrzepienie dla mojej duszy. Ale nie umiałam. Będąc sama w dzikim świecie bez ludzi i uczuć, nie potrafiłam znaleźć punktu zakotwiczenia. Czegoś, co mnie tu trzyma, czegoś dla czego istnieję. Byłam ja i tylko ja. I nikt więcej. Moje życie było bezbarwne i niezapisane jak pusty list w czystej kopercie bez adresata.
            Ale pewnego dnia pierwszy wers w moim nowym życiowym sonecie został zapisany. Postanowiłam zmienić nieco swoją drogę. Pójść w nieznane mi miejsca, zapuścić się głębiej. Poznać nieznane i zacząć odkrywać świat. Po kilku ekspedycjach badawczych na swojej drodze spotkałam dziewczynę. Na oko była nieco młodsza ode mnie, ale w sumie to nigdy nic nie wiadomo, bo ludzie nie są równi sobie. Jedni więksi, drudzy mniejsi. Mądrzejsi, głupsi. Niesprawiedliwość losu, której nigdy nie mogłam zrozumieć. Dziewczyna siedziała na pokrytej lodem ścieżce i płakała, a gęsty obłok pary unosił się nad nią jak duch. Choć niegdyś obiecałam sobie nie zbliżać się do ludzi, nie mogłam stać bezczynnie. Podeszłam do niej.
            - Co ci się stało? - mój głos brzmiał dziwnie. Tak długo nic nie mówiłam, że zdziwiłam się, że to w ogóle potrafię. Chciałam stłumić w sobie wszystko co ludzkie i nawet nie odzywałam się do siebie, ani do nikogo innego. Chciałam być dzika. Jak wiatr, mój sprzymierzeniec, świszczący mi każdego dnia w uszach. Chciałam być wiatrem, choć wiedziałam że to tylko wyimaginowane i złudne nadzieje, które może mieć tylko psychopata. Ale ja wierzyłam, że któregoś dnia wiatr stanie przede mną i porwie mnie ze sobą.
            Dziewczyna jednak nic nie powiedziała, tylko zaczęła się trząść i wkrótce z jej ust wydobył się szloch. W jakimś dziwnym ludzkim odruchu podeszłam do niej i objęłam ją ramionami. Płakałyśmy razem, choć nawet nie wiedziałam za kim, lub za czym. Po dłuższym czasie dziewczyna wreszcie odezwała się łamiącym się głosem.
- Mój kochany pies... On. - zatrzęsła się z płaczu i po chwili dokończyła zdanie - On. On... Znikł. A... ja nie wiem. Gdzie on jest?! - i rozpłakała się znowu. To mną wstrząsnęło. Tyle czasu dla czyjegoś psa spędzałam z obcym człowiekiem? Jednak po chwili sama zbeształam się za te słowa. Ten pies był jej przyjacielem, jej częścią. Częścią świata, od którego ja uciekałam. Był jej podporą w tym trudnym świecie, a ona go utraciła. Był światełkiem rozpraszającym mrok trudnego ziemskiego życia. Czy ja miałam swoje światełko? Nie, nie miałam nawet zwierzęcia, nie miałam też ludzkiego przyjaciela. Zapragnęłam poznać lepiej ten świat, wrócić do niego i nie zamykać się na klucz.
            I wtedy drzwi do świata ludzi znów się otworzyły. Zrozumiałam nareszcie, że życie to nie ciągła tułaczka po bezdrożach. Że każdy ma swoją rolę. Że każdy ma swój sens istnienia i na swój sposób wszystko jest dlatego bo ma po prostu być, a śmierć mojego ojca była tylko przeszkodą, a ja powinnam brnąć dalej przez tor życia usiany przeszkodami. Że moja depresja była po prostu polem w grze planszowej "czekaj jedną kolejkę". Wreszcie znalazłam odpowiedni korytarz w labiryncie jaki narysowało mi życie.
            Podniosłam dziewczynę i razem szukałyśmy psa. JA podniosłam kogoś, ja, która jeszcze niedawno nie potrafiłam wstać.
            Szukałyśmy jej przyjaciela. Po dłuższym czasie pies odnalazł się. Wszystko co utracone, powróciło. Pokonałyśmy kolejną przeszkodę. Namalowałam czyjś uśmiech na twarzy. Szczęście tej dziewczyny było nie do opisania. I ja tego chciałam unikać? Tych przyjaznych uśmiechów, które nieśli ze sobą ludzie?
            I wtedy zrozumiałam pewien cytat, który zobaczyłam chyba wieki temu w jakiejś książce. Świat był otwarty dla wszystkich, a przyszłość stawiała mnie w lepszym świetle. Przeszłość musiała odejść wraz z goryczą dni przepełnionych żalem. Tak, wciąż byłam nieśmiała i nadal zamknięta w sobie. To nie mogło minąć ot tak. Jednak zaczęłam rozumieć, że istnieje też zwykłe proste szczęście i należy cieszyć się chwilą. Na szczycie jakiegoś wzgórza, patrząc się na uginane pod wiatrem źdźbła trawy, w ciszy czciłam to co odkryłam i pobiegłam w dół, czując chłodne wiosenne powietrze muskające moją twarz i ciepłe promienie słońca rażące mnie w roześmiane od niedawna oczy. Moja szczęśliwa podróż się zaczynała. To początek końca cierpienia...
            A przynajmniej tak mi się wydawało

Rysunki ołówkowe

Hej! Dziś przygotowałam dla Was moje trzy rysunki. Wszystkie rysowane ołówkiem :]
Ostatnio staram się rysować realistycznie ołówkiem, Na razie rysuję zwierzęta ale przygotujcie się na coś niesamowitego!
Ale na razie pokażę Wam te rysunki :]


Zacznijmy od rysunku głowy konia. To chyba mój pierwszy ołówkowy rysunek tak na serio a nie szkic ;p Zobaczcie sami:

Drugi koń, tym razem cała sylwetka:

A teraz dla odmiany piesek - wyżeł weimarski:


To koniec ołówkowych obrazków na dziś ;] Ostatnio przerzuciłam się na ołówek więc będzie tego więcej :D Zapraszam do komentowania, na twittera i na aska. Do następnego posta! ♥

środa, 4 września 2013

opowiadanie - prolog

Hej! Dziś zamiast rysunku postanowiłam dać na bloga prolog mojego opowiadania :] Jeśli Wam się spodoba, będę dodawać następne rozdziały (dłuższe oczywiście niż Prolog) ;]



rProlog
    To co jest przyczyną twoichnajgłębszych cierpień, jest zarazem
źródłem twoich największych radości.
Antoine de Saint-Exupéry

I wszystko zaczęło się od końca...
            Wtedy myślałam, że większe cierpienie nie może mnie dosięgnąć, że takie nie istnieje.
            Ale myliłam się.
            Jak bardzo zaczynałam to rozumieć. Myślałam że to już wiem, myślałam, że pokonałam przeszkody, ale... czekała mnie ta największa. Walka z czymś nieznanym.
            Z uczuciem, które nie powinno istnieć, z moim strasznym przeznaczeniem.
            I nie było drogi wyjścia.
            A kiedyś myślałam, że to koniec moich trudów.
            Koniec wyboistej ścieżki, jaką podążałam od dawna.
            Tylko że koniec okazał się początkiem.
            I wszystko okazało się mieć taki sens, a jednocześnie nie mieć sensu, że nie rozumiałam, co ja - zwykły człowiek - mogę zrobić.
            Ale okazało się że ten zwykły człowiek ma zmienić wszystko.
            Swoim cierpieniem i wiarą że się uda i nadzieją na lepsze jutro.
            Moja podróż zaczynała się na mecie. Na końcu gry. Kiedy już myślałam, że wszystko będzie dobrze.


Komentarze :c

Hej! Jak zauważyliście ostatnio naprawdę dbam o bloga i... nikt tego nie docenia :c
Wcześniej dodawaliście komentarze - teraz pustki :c
Naprawdę proszę Was choć o jedno słówko bo to daje mi naprawdę satysfakcję i siłę do dalszego pisania bloga i malowania rysunków.
Ja naprawdę jestem wdzięczna choć za jeden komentarz :)

wtorek, 3 września 2013

Znane osoby 2

Hej! Dziś druga dawka portretów znanych osób :] Tym razem tylko dwie bo miałam mało czasu, ale jutro też kilka Was czeka... ;]


Demi Lovato

Liam Payne

Mam nadzieję że moje rysunki choć trochę Wam się podobają :] Byłabym wdzięczna za jakiś komentarz! ;*

poniedziałek, 2 września 2013

Portrety znanych osób

Hej! Dziś na Twitterze zaszalałam i namalowałam kilka obrazków znanych osób :] Jakby co to nie ja wybierałam osoby, tylko ludzie którzy zamawiali obrazki :] No więc zaczynamy...


Ryan Tedder

Harry Styles

Ashley Benson

Sherlock i John z BBC

Mam nadzieję że obrazki się podobają :] Spodziewajcie się takich więcej :D



Wiersz i obrazek

Hej! Dziś zmiany weszły w życie. Mam dla Was wiersz i obrazek :] Wiersz się nie rymuje i jest raczej melacholijny ale po przeczytaniu go pocieszy Was mój obrazek :D

Życie

Powiedz mi życie
Kim jesteś?
Może chodzisz po ulicach
Skryte pod płaszczem
Zabierasz i dajesz
Może jesteś tylko
Odgłosem bijącego serca
I niczym więcej
A może...
Może kryjesz się w każdym słowie
Ruchu,
Dobrym i złym uczynku
A może...
Może jesteś wiatrem
Co wszystkich zna i wie
A może...
Może chowasz się gdzieś
W jakimś niedostępnym miejscu
I nikt nie może mieć cię idealnie?
A może...
Życie...
Czemu tak tak łatwo cię zdobyć
A tak trudno dla siebie zatrzymać?



Mam nadzieję że wiersz może być :) Następnym razem spróbuję wstawić jakiś weselszy :] Teraz czas na obrazek malowany w 5 minut ;p

Ten podpis to moja nazwa na twitterze :] 

No! To trzymajcie się i do następnego posta xxx

Playlista :D

HEJ! Jak widzicie zrobiłam playlistę jakiś 20 moich ulubionych piosenek :] Piosenki odtwarzają się losowo... Jak się nie podoba to wystarczy kliknąć na słuchawkę - piosenka się zmieni :)

niedziela, 1 września 2013

Wiersze? Tak czy nie?

Hej! Piszę dziś do Was w pewnej sprawie...
A mianowicie - zastanawiam się czy nie upiększyć nieco bloga swoimi wierszami i urywkami opowiadania które piszę... Byłabym wdzięczna gdybyście zgodzili :)
Dlatego też tylko czekam na Waszą odpowiedź a w tym czasie stworzą playlistę na blogu z moimi ulubionymi piosenkami żeby Wam się go lepiej czytało :] Oczywiście piosenki można w każdym momencie wyłączyć ;)
Cóż... czekam na odpowiedzi i... idę robić kronikę. Będę wstawiać to co już zrobiłam w niej na bloga. Wasze komentarze będą mnie motywować ;*
Dziś nic nie dodam ale będę teraz trochę więcej dodawać jeśli mają być też wiersze i opowiadanie. Myślę że wtedy blog będzie ciekawszy :)

Czekam na Wasze odpowiedzi i... do następnego posta! xxx